Co jest najtrudniejsze w pracy psychologa szkolnego?

oprócz dokumentacji ;)

Kiedy uczeń ma trudności w nauce, zachowaniu, relacjach z rówieśnikami czy regulowaniu emocji, często pierwszą osobą, do której kieruje się taką sytuację w szkole, jest psycholog. I czasami temu skierowaniu towarzyszy bardzo konkretne oczekiwanie: „proszę z nim porozmawiać”. A trochę w domyśle: „i niech coś z tym zrobi”.

Tylko co właściwie oznacza „coś z tym zrobić”?

Nauczyciel ma swoją perspektywę i swoje potrzeby. Rodzic patrzy na dziecko z zupełnie innego miejsca. Sam uczeń ma własne emocje, przekonania, doświadczenia i sposób rozumienia tego, co się z nim dzieje. A psycholog często znajduje się dokładnie pomiędzy tymi perspektywami.

I właśnie to uważam za jedno z najtrudniejszych zadań w pracy psychologa szkolnego.

Uczeń, nauczyciel i rodzic – trzy różne perspektywy

Szkoła jest miejscem, w którym obowiązują określone zasady. Uczeń powinien uczyć się odpowiedzialności, respektowania granic, współpracy i funkcjonowania w grupie. Nauczyciel ma natomiast prawo oczekiwać, że uczeń będzie w miarę swoich możliwości uczestniczył w lekcji, reagował na polecenia i respektował ustalone zasady.

Jednocześnie zachowanie, które z perspektywy nauczyciela jest trudne, może być dla psychologa sygnałem, że warto zadać sobie pytanie: co się za nim kryje?

Dlaczego ten uczeń nie wykonuje poleceń? Czy nie chce, czy może nie potrafi? Czy jego zachowanie jest celowym łamaniem zasad, czy sposobem radzenia sobie z napięciem? Czy trudność pojawia się tylko na konkretnej lekcji? A może występuje również w innych sytuacjach?

Rodzic z kolei może mieć zupełnie inne doświadczenia. Może widzieć dziecko, które w domu funkcjonuje dobrze, dlatego trudno mu przyjąć informację, że w szkole pojawiają się problemy. Może też być bardzo zaniepokojony i oczekiwać szybkiego rozwiązania sytuacji.

A pomiędzy tym wszystkim jest dziecko. Nie „uczeń z problemem”, ale konkretna osoba – ze swoimi emocjami, potrzebami, możliwościami, historią i sposobem rozumienia własnej sytuacji.

Psycholog nie jest od „naprawiania” dziecka

Myślę, że jednym z najważniejszych elementów pracy psychologa szkolnego jest właśnie pamiętanie o tym, że jego rolą nie jest sprawienie, żeby dziecko stało się bardziej wygodne dla otoczenia.

Oczywiście nie oznacza to, że każde zachowanie należy zaakceptować. Dziecko potrzebuje granic, zasad i konsekwencji. Potrzebuje również uczyć się, że jego emocje są ważne, ale nie każde zachowanie, które z nich wynika, jest właściwe.

Rolą psychologa jest jednak szukanie odpowiedzi na pytanie, co pomoże dziecku funkcjonować lepiej, a nie tylko zachowywać się lepiej z punktu widzenia dorosłych.

To duża różnica.

Dziecko może przestać przeszkadzać na lekcji, bo nauczyło się tłumić emocje. Może przestać zgłaszać swoje potrzeby, bo zrozumiało, że dorośli nie mają na nie przestrzeni. Może zacząć być „grzeczne”, jednocześnie coraz gorzej radząc sobie wewnętrznie.

Dlatego samo zniknięcie trudnego zachowania nie zawsze oznacza rozwiązanie problemu.

Najpierw trzeba zrozumieć zachowanie

W pracy psychologicznej bardzo często potrzebujemy zatrzymać się właśnie na tym etapie: zanim zaczniemy zastanawiać się, jak zmienić zachowanie, próbujemy zrozumieć, skąd ono się bierze.

To samo zachowanie może mieć przecież zupełnie różne przyczyny.

Uczeń, który nie pracuje na lekcji, może być niezainteresowany, ale może też nie rozumieć materiału, mieć trudności z koncentracją, doświadczać silnego lęku przed oceną albo być przekonany, że i tak sobie nie poradzi.

Dziecko, które reaguje złością, może potrzebować nauczyć się regulowania emocji. Ale może również od dłuższego czasu doświadczać przeciążenia, poczucia niesprawiedliwości, odrzucenia czy braku poczucia bezpieczeństwa.

Dlatego pytanie „jak sprawić, żeby przestał tak robić?” często warto zamienić na pytanie: „co sprawia, że on tak reaguje i czego potrzebuje, żeby móc zareagować inaczej?”

Czasem trzeba stanąć po stronie dziecka – ale nie przeciwko dorosłym

W praktyce oznacza to, że psycholog czasami musi powiedzieć nauczycielowi: „Rozumiem, że to zachowanie jest dla Pani/Pana trudne, ale zastanówmy się również, z czego ono wynika i czego w tej sytuacji potrzebuje uczeń”.

Czasami trzeba powiedzieć rodzicowi: „Rozumiem, że trudno jest przyjąć tę informację, ale jeśli dziecko ma trudność, samo zaprzeczanie jej nie sprawi, że zniknie”.

A czasami trzeba powiedzieć dziecku: „Rozumiem, dlaczego tak zareagowałeś, ale jednocześnie musimy znaleźć inny sposób poradzenia sobie z tą sytuacją”.

To nie jest stawanie przeciwko nauczycielom. Nie jest też stawaniem przeciwko rodzicom. I nie oznacza bezrefleksyjnego stawania po stronie dziecka.

Chodzi o to, żeby dobro ucznia było punktem odniesienia.

Co może naprawdę być potrzebne dziecku?

Czasami potrzebą dziecka jest możliwość wyrażenia emocji i własnego zdania – również wtedy, kiedy jego zdanie jest inne niż zdanie dorosłego.

Czasami potrzebuje odbudowania poczucia własnej wartości, bo przez długi czas słyszało przede wszystkim, czego nie potrafi, co zrobiło źle i nad czym „powinno bardziej popracować”.

Czasami potrzebuje wymagań dopasowanych do swoich rzeczywistych możliwości i umiejętności. Nie kolejnego komunikatu „bardziej się postaraj”, ale zastanowienia się, co konkretnie utrudnia mu osiągnięcie tego, czego od niego oczekujemy.

Czasami potrzebuje nauczyć się regulować emocje zamiast je ukrywać.

Czasami potrzebuje granic i jasnych konsekwencji.

A czasami po prostu potrzebuje prawdy – odpowiednio przekazanej i dostosowanej do jego wieku.

Najtrudniejsze jest pozostanie pomiędzy

Psycholog szkolny pracuje w systemie. Nie pracuje wyłącznie z dzieckiem, ale również w relacji z rodzicami, nauczycielami, wychowawcami, dyrekcją i innymi specjalistami. Każda z tych osób może mieć inne doświadczenia i inne oczekiwania.

Dlatego czasami najtrudniejsze nie jest samo prowadzenie rozmowy z uczniem. Trudniejsze jest nie dać się wciągnąć w rolę, którą narzuca jedna ze stron.

Nie być wyłącznie osobą od dyscyplinowania. Nie być osobą, która ma „naprawić” zachowanie. Nie być też kimś, kto automatycznie przyznaje rację dziecku tylko dlatego, że jest dzieckiem.

Zamiast tego trzeba próbować zobaczyć całą sytuację: potrzeby ucznia, oczekiwania dorosłych, zasady obowiązujące w szkole, możliwości dziecka oraz możliwości samego środowiska.

Nie zawsze to, co dobre, jest wygodne

I chyba właśnie tutaj znajduje się największe wyzwanie.

To, co może być potrzebne dziecku, nie zawsze będzie wygodne dla dorosłych. Czasami będzie wymagało zmiany sposobu komunikacji. Czasami większej cierpliwości. Czasami zmniejszenia wymagań, a czasami właśnie postawienia wyraźniejszej granicy.

Czasami będzie oznaczało przyjęcie przez rodzica trudnej informacji. Czasami konieczność zmiany podejścia przez nauczyciela. Czasami zaś konieczność powiedzenia dziecku czegoś, czego nie chce usłyszeć.

To nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem.

Ale zadaniem psychologa nie jest sprawić, żeby wszyscy byli zadowoleni z jego decyzji. Zadaniem jest możliwie najlepiej rozumieć sytuację i wspierać rozwiązanie, które będzie służyło rozwojowi i dobrostanowi ucznia.

Psycholog szkolny jest więc trochę „pomiędzy”

Pomiędzy oczekiwaniami nauczycieli, obawami i oczekiwaniami rodziców, potrzebami dziecka, możliwościami szkoły i tym, co wynika z wiedzy oraz etyki zawodowej.

To niewygodne miejsce. Ale jednocześnie właśnie w nim jest sens tej pracy.

Bo psycholog szkolny nie powinien być od tego, żeby dziecko po prostu „naprawić”. Powinien pomagać mu lepiej rozumieć siebie, rozwijać umiejętności potrzebne do radzenia sobie z trudnościami i szukać takich rozwiązań, które pozwolą mu funkcjonować lepiej – nie tylko w oczach dorosłych, ale przede wszystkim w swoim własnym życiu.

I czasami oznacza to pozostanie w bardzo niewygodnym miejscu – pomiędzy wszystkimi stronami, ale z uważnością na to, co dla dziecka naprawdę ważne.

Czytaj też: